Dillon - The Unknown [RECENZJA]

Dillon - The Unknown

4/10

Jest trochę niesprawiedliwości w przyjęciu za swoistą zasadę oceny artystów przez pryzmat ich wcześniejszych dokonań. Oczywiście mogłabym napisać, że to, co broni materiał znajdujący się na nowym albumie artystki to ona sama - jej wokal, barwa, delikatność. Mogłabym również odżałować fakt, że to nie ta sama Dillon, którą poznałam za sprawą kawałka Your Flesh Against Mine. Liczę jednak na jakąś podpowiedź, która pozwoli mi zrozumieć dlaczego tak, a nie inaczej. By zrozumieć twórczość ukrytą pod szyldem Dillon, trzeba bowiem poznać przeszłość artystki. I tu kolejne rozczarowanie. Jak się okazuję, w tym, co miało być otwarte i osobiste zarazem mało jest intymności. Wokalistka wciąż nie daję nam się poznać na tyle, abyśmy mogli zrozumieć, jakie emocje kierowały nią podczas nagrywania albumu The Unknown. I nie chodzi tu o teksty wyśpiewywane przez artystkę, bo w tych możemy doszukać się pewnego rodzaju żalu, czy tęsknoty. Zabrakło tego przejmującego wokalu, który wyraziłby emocje.

Przejdźmy jednak do dobrej strony tego albumu. Pomimo wrażenia, iż wszystkie 12 utworów, znajdujących się na płycie zlewa się w jedną całość, udało mi się odnaleźć coś godnego zachwytu, coś "mojego". Do takich kawałków z pewnością zaliczam Currents Change, o ciekawych teksturach, czy In Silence o aksamitnym wokalu. Równie mocno zafascynował mnie utwór A Matter of Time, który stał się jednocześnie balladą zapowiadającą płytę. Tkwię jednak w przekonaniu, że pomysły aranżacyjne nie zostały do końca wykorzystane.

Po cichu przyznaję, że z utęsknieniem czekałam na ten album. Na intymne, delikatne, subtelne piosenki z nutką nowoczesnej, popowej elektroniki. Artystka bowiem dała się nam poznać dzięki takim dźwiękom. Nie zostaję jednak obojętna na starania wokalistki i doceniam jej zamysł. Być może okazją do lepszej interpretacji tego albumu, jako całości będzie koncert artystki. Dillon bowiem przyjedzie do nas promować swój najnowszy album. Zagra w Warszawie, Poznaniu oraz Katowicach.



PF

Chet Faker - Built on Glass [RECENZJA]

Chet Faker - Built On Glass

9/10

Australijski twórca muzyki elektronicznej, Nicholas James Murphy (znany pod pseudonimem Chet Faker), już niebawem wyda swój debiutancki album zatytułowany Built on Glass, który do sprzedaży trafi 15 kwietnia. Długo oczekiwany longplay stanowi niejako kontynuację materiału Thinking in Textures, z którym artysta koncertował zanim postanowił zaprezentować swój solowy projekt. Materiał na nową płytę został zebrany na przestrzeni dwóch ostatnich lat, a cały krążek powstał w domu artysty, w jego prywatnym studiu. Chodziło mi o oddanie autentyczności brzmienia w warunkach, w jakich powstawały utwory i ta autentyczność stanowi największą wartość mojego albumu. Lirycznie chciałem pokazać, jak moje życie wpłynęło bezpośrednio na moją muzykę – mówi Chet Faker.    

Na płycie znajdziemy 12 kawałków. Utwór Release Your Problems powoli rozpoczyna przygodę, która – bynajmniej w moim odczuciu – zapowiada się intrygująco w momencie, kiedy Chet zaprasza słuchaczy do „uwolnienia swoich problemów”. Kawałek Talk Is Cheap, który stał się jednocześnie singlem zwiastującym album, i do którego teledysk trafił do sieci dwa miesiące temu, to totalna mieszanka elektroniki i soulu, a wideo idealnie podkreśla jego klimat. Talk is cheap, my darling – śpiewa zobojętniałym głosem artysta. Harmonijny wokal w No Advice służy jako przejście do kolejnego nagrania, jakim jest utwór Melt podnoszący nieco tempo. To, co dodaje kawałkowi zmysłowości z pewnością możemy zawdzięczać uroczej Kilo Kish, która idealnie spełnia swoją rolę. Błogi stan, jaki osiągam za sprawą utworu zatytułowanego To Me jest tym na co długo czekałam. W efekcie dryfuję wraz z artystą, a każdy dźwięk przynosi mi ukojenie. Nie mogę zapomnieć o Dead Body, które zamyka album, ukazując to, co wcześniej nie zostało wypowiedziane.

Murphy w swoim debiutanckim albumie koncentruje się na ponurym śpiewie i jasnym przekazie. Built on Glass to prosta produkcja i interesujące tekstury. Pomimo minimalizmu, jaki serwuje nam artysta, całość zachwyca i sprawia, że mam ochotę na więcej. Nie wyobrażam sobie przejść obojętnie obok tej płyty w sklepie. Każdemu, kto kojarzy artystę chociażby z takich kawałków jak I’m into You, czy No Diggity spodoba się ten album.

Już teraz sami możecie sprawdzić, jakie emocje wzbudza w Was debiutancki album Chet Fakera i podzielić się z Nami swoimi odczuciami:


PF